Wyprawa na wierzchołek problemu

W poszukiwaniu przyczyn zalania mieszkania Bernadetty Waluś, mieszkanki bloku przy ulicy Konopnickiej dotarliśmy na sam wierzchołek problemu. W wędrówce na dach towarzyszył nam z-ca prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej „Strzecha” oraz jeden z kierowników administracji.

Blok przy ulicy Konopnickiej prezentuje się całkiem dobrze. W porównaniu z innym, znajdującymi się w pobliżu wielorodzinnymi budynkami, które nie pozostają w zarządzie „Strzechy” wygląda okazale. Nic dziwnego, przecież nie tak dawno temu przeszedł remont. Został wymieniony dach oraz założono ocieplenie. W tym ostatnim właśnie – zdaniem naszych rozmówców – ukrywa się rozwiązanie zagadki: dlaczego zalało mieszkanie państwa Waluś?

Kilka dni temu opisaliśmy sytuację w jakiej znalazła się rodzina. Ich mieszkanie zostało kilkakrotnie zalane. W tym miejscu można byłoby zrzucić winę na sąsiadów – takie rzeczy się przecież zdarzają – gdyby nie fakt, że mieszkają na czwartym piętrze. Winę za to może ponosić więc wadliwe wykonaniu dachu. Czy rzeczywiście? Bez względu jednak na to kobieta od przeszło dwóch tygodni zmaga się z wodą, która skutecznie zniszczyła dorobek życia.
– Meble nadają się do wyrzucenia. Dzieci zaś wciąż chorują – mówi Bernadetta Waluś.

Wejście na dach znajduje się w środkowej klatce. Wchodzimy na niego w asyście człowieka, który ma doświadczenie alpinisty, a jednocześnie jest odpowiedzialny za odśnieżanie jego powierzchni. Gdy tylko pokonaliśmy kilka schodków i uporaliśmy się z naszym lękiem przestrzeni, zobaczyliśmy, że jest rzeczywiście odśnieżony. Tylko w kilku miejscach widać wystające czopy lodowe. Tak się składa, że znajdują się idealnie nad mieszkaniem pani Bernadetty.

– Dach jest spadzisty. Pomimo tego, że jest na bieżąco odśnieżany, z uwagi na warunki atmosferyczne, śnieg zamienił się w lód. Zastanawialiśmy się w jaki sposób go usunąć. Jednak użycie gorącej wody nic nie da, podobnie zresztą jak palników, które mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku – tłumaczy Marek Drwiła, z-ca prezesa SM „Strzecha”.

Dlaczego zatem zalewa rodzinę pani Bernadetty? Na to pytanie z kolei próbuje odpowiedzieć kierownik Administracji nr 1.

– Budynek liczy sobie kilkadziesiąt lat. Ostatnio przeszedł renowację, zostało założone ocieplenie, którego kiedyś nie było, podobnie jak problemów z cieknącą wodą z sufitu. Teraz działa to na zasadzie termosu. Lód topnieje pod wpływem ciepła, które wydostaje się z budynku nie przez ściany, bo one są ocieplone, ale przez dach – przekonuje Piotr Batkowski, który dodaje, że od pewnego czasu borykają się z tym problemem. Podaje również teoretyczne rozwiązanie problemu. W takich przypadkach na dachach i rynnach montuje się instalacje przeciwoblodzeniowe, co w skrócie oznacza ogrzewanie dachu. Śnieg wtedy nie zamienia się w lód.

Właśnie takie rozwiązanie zostanie zastosowane w przypadku bloku przy ulicy Konopnickiej 26. To powinno rozwiązać problemy. Nie nastanie to jednak szybciej niż przyjdzie odwilż. To zaś oznacza, że rodzinę Waluś czeka jeszcze jedna domowa powódź.
– Tego najbardziej się boję. Jak przyjdą roztopy znowu mnie zaleje – dodaje nasza rozmówczyni.

– Pani musi się uzbroić w cierpliwość – mówi prezes, tuż po tym jak obejrzał zniszczenia, które poczyniła woda w mieszkaniu rodziny Waluś. Dodał przy tym, że zniszczenia pokryje ubezpieczyciel.

źródło: www.super-nowa.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.